biznes klasa

"Zwolnili mnie z mojej firmy". Największy błąd polskiego biznesmena
WIDEO

"Zwolnili mnie z mojej firmy". Największy błąd polskiego biznesmena

- Z moją pierwszą firmą, której byłem prezesem, weszliśmy na giełdę. A trzy lata później rada nadzorcza mnie zwolniła z pracy, z mojej firmy. I to była niesamowicie brutalna lekcja dla mnie. Nie wyobrażałem sobie, że to jest możliwe - mówił w "Biznes Klasie" Tadeusz Witkowicz, który jako jedyny do tej pory Polak wprowadził swoją spółkę Artel Communication na giełdę NASDAQ w USA. - Byłem sercem i mózgiem i całą maszyną napędową tej firmy. I myślałem, że jestem niezastąpiony. I tak było, ale rada nadzorcza była na tyle głupia czy naiwna, ze myśleli, że mogą mnie wymienić na kogoś, kto miał większe doświadczenie. Ja miałem wtedy 36 lat, młody, mało doświadczony, inżynier zresztą, a nie biznesmen. Powiedzieli mi, że trzeba kogoś, kto ma trochę więcej siwych włosów. To była dla mnie wielka porażka, bo dostałem cios w łeb i musiałem się z tego podnieść - stwierdził. - To był naprawdę największy szok w moim życiu, a błędem było to, że po pierwsze przyjąłem do rady nadzorczej ludzi, którzy nie zainwestowali w firmę. Czyli mieli jakieś tam malusieńkie udziały, ale mogli podjąć decyzję intelektualną: okej, on na papierze nie wygląda tak dobrze, wymienimy na kogoś z lepszym CV. To był mój największy błąd. Ale gdyby oni mieli poważne pieniądze w tej firmie, to by pomyśleli dwa, trzy, cztery razy. I później w następnej firmie miałem dyrektorów w radzie nadzorczej, którzy mieli poważne udziały w firmie - dodał.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Tomasz Sąsiada Tomasz Sąsiada
"Gra na śmierć i życie". Odniósł sukces w USA. Mówi, jak działa biznes
WIDEO

"Gra na śmierć i życie". Odniósł sukces w USA. Mówi, jak działa biznes

- Dla mnie obsesja jest bardzo ważna. Bo żyjemy na rynku, gdzie jest konkurencja. I konkurencja to nie jest taka ładna gra. To jest gra na śmierć i życie. Oni chcą mnie zniszczyć, a ja chcę ich zniszczyć, więc walczymy. Naprawdę to jest wojna - mówił w "Biznes Klasie" Tadeusz Witkowicz, który jako jedyny do tej pory Polak wprowadził swoją spółkę Artel Communication na giełdę NASDAQ w USA. - I teraz żeby wygrać, to tak jak bokser na ringu. Dostaje w głowę i często leży, i często, jak oglądam boks, to się dziwię. Bokser leży na macie, ale wstaje. I trener już mówi "nie", sędzia mówi "nie", a on chce dalej walczyć, mimo że jest zakrwawiony. On ma tę obsesję, żeby wygrać. Jeśli się ma taką obsesję, to wtedy człowiek naprawdę wykorzystuje wszystkie swoje możliwości, żeby rozwiązać problemy, które są na drodze do sukcesu - tłumaczył Witkowicz. - I nawet teraz pracuję nad projektem i pracuję w niedzielę, w sobotę, czasami wstaję o trzeciej rano, bo nie mogę spać, bo mnie tak dręczy ten temat, że muszę usiąść przy biurku i się zastanowić, jak to rozwiązać. Bo jeśli go nie rozwiążę, no to nie będę miał biznesu. Biznes to jest bardzo ciężki kawałek chleba, ludzie nie wiedzą może nawet, że ciągle się rozwiązuje problemy. Bez przerwy, nie ma dnia, nie ma godziny bez jakiegoś problemu. I żeby to robić, to trzeba mieć więcej niż chęć: że założę biznes, będę grał w golfa, będę jeździł mercedesem czy kupię sobie ferrari. Nie, to nie o to chodzi, tu chodzi o to, żeby wygrać, a żeby wygrać, to trzeba naprawdę włożyć wszyściusieńko - stwierdził.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
"Mam dużo obaw". Rewolucja dla firm. Biznesmen zabiera głos
WIDEO

"Mam dużo obaw". Rewolucja dla firm. Biznesmen zabiera głos

Nadchodzi Krajowy System e-Faktur. Od 1 lutego 2026 r. e-fakturowanie w KSeF stanie się obowiązkowe dla największych firm, a od 1 kwietnia dla pozostałych przedsiębiorców. Najmniejsi podatnicy wejdą do systemu w przyszłym roku. Natomiast wszystkie firmy bez wyjątku od 1 lutego 2026 r. będą miały obowiązek odbierania faktur w systemie. - Mam dużo obaw dotyczących np. pewnego rodzaju przyblokowania systemowego. Mamy też obawy na temat przepływu płatności, nie wiem, czy to się sprawdzi, może nie mówmy o tym, żeby nie wywoływać wilka z lasu. Mamy też pewne zastrzeżenia dotyczące kwestii cyberbezpieczeństwa. Czy rzeczywiście te wszystkie dane, bardzo wrażliwe, czy to wszystko jest tak przygotowane, że jest to całkowicie bezpieczne - mówił w "Biznes Klasie" Paweł Łossowski, założyciel i prezes EVER GRUPA. - Wiem, że KSeF jest przygotowywany od wielu lat, wielokrotnie moment jego wejścia w życie był przekładany, miejmy nadzieję, że jest to system przygotowany, wszystkie narzędzia są tak zoptymalizowane, że zagrożenia związane z cyberprzestępstwami nie będą miały tam miejsca - dodał. Czy ten system jest potrzebny? - Bardziej dla systemu administracji publicznej, to tak, bo to jest pełen przegląd wszystkiego, co się dzieje w firmach, uszczelnienie systemu pod każdym względem. Nie chcę się wypowiadać, czy to jest potrzebne, czy nie, bo to pewnie zależy od punktu widzenia. Jest to pewien etap rozwoju naszego kraju i świadczy o tym, że jednak idziemy w kierunku cyfryzacji procesów administracyjnych - ocenił.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Zaczynali przed Facebookiem, dlaczego nie podbili świata? Prezes tłumaczy
WIDEO

Zaczynali przed Facebookiem, dlaczego nie podbili świata? Prezes tłumaczy

Serwis Fotka.pl wystartował w 2001, a Facebook na szeroką skalę dopiero w 2006 roku. Jeszcze później Instagram. Dlaczego to nie Fotka jest dziś na miejscu firmy Marka Zuckerberga? - Jest kilka przyczyn. To było nastawienie właścicieli, żeby nie szukać kapitału na zewnątrz, ponieważ w Polsce dopiero od niedawna można w łatwy sposób pozyskiwać kapitał. Wtedy mieliśmy rynek kapitałowy niezbyt rozwinięty. Szukanie inwestora itd. byłoby zbyt problematyczne. Poza tym przekleństwo polskiego rynku jest takie, że polski rynek jest na tyle duży, że daje dobrze zarobić, a na tyle mały, że w skali globalnej jesteś mrówką. I jeżeli zbyt wpasowujesz się w rynek polski, to takie dostosowanie firmy do tego, co jest za granicą, jest po prostu trudne i czasem wydaje się niemożliwe, bo świat nie śpi i twoje rozwiązanie pojawiło się gdzieś indziej i tam już jest konkurencja, rynek jest zabetonowany i bardzo trudno wejść w taki rynek - mówił w "Biznes Klasie" Marek Kołosiński, prezes i członek zarządu serwisu Fotka.pl. Firma w szczycie miała 80 pracowników, a obecnie ośmiu. - Mieliśmy pik, ale potem pojawiła się Nasza Klasa, Facebook, inne serwisy. Liczba użytkowników zaczęła nam spadać, wraz z tym spadały przychody. I zamiast iść drogą redukowania zespołu, to podjęliśmy decyzję, że skoro mamy sprawdzonych ludzi, to znajdujemy dla nich inne zajęcie. Co to oznacza w praktyce? Mieliśmy np. bardzo duży dział reklamy w Warszawie. On pozyskiwał reklamy dla Fotki, ale skoro nie ma miejsca, żeby emitować reklamy na Fotce, to zaczęli sprzedawać reklamy dla innych serwisów. I w pewnym momencie sprzedawaliśmy reklamy dla Kwejka, dla Grona. I w ramach takiego poukładania biznesu wydzieliliśmy osobną spółkę, która zajmowała się właśnie tą sprzedażą i automatycznie część zespołu nam tam odeszła. Takich projektów pobocznych mieliśmy bardzo dużo - wyjaśnił Kołosiński.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
"Rynek o dużym potencjale wzrostu". Mówi o kluczowym dla Polski zjawisku
WIDEO

"Rynek o dużym potencjale wzrostu". Mówi o kluczowym dla Polski zjawisku

- Uważam, że takim rynkiem o dużym potencjalne wzrostu jest rynek "silverów", czyli osób starszych. Demografia w Polsce jest taka, jaka jest, mamy ujemny przyrost naturalny, z rynku pracy schodzi coraz więcej osób. Rynek "silverów" będzie zatem moim zdaniem rósł - mówił w "Biznes Klasie" Paweł Łossowski, założyciel i prezes EVER GRUPA. - Poza tym moim zdaniem rynek "silverów" będzie też miał też coraz większe oczekiwania. Za 5-10 lat "silverami" będą osoby, które już dorobiły się po 1989 roku, w związku z czym one na pewno będą chciały tę jesień życia spędzać w innych warunkach, lepszych, ich oczekiwania wzrosną. Także pojawią się związane z tym możliwości rynkowe. Nie mówię tylko o pomocy rehabilitacyjnej, leczniczej, jakiejś suplementacji diety, ale wszelakich jakichś usługach komplementarnych związanych z tym rynkiem, począwszy od budowy domów opieki czy całych osiedli, gdzie ci ludzie będą mogli wspólnie spędzać czas w godnych warunkach - tłumaczył. - Według mnie ten rynek jest nadal niedoceniony i na pewno będzie się rozwijał. W 2030 roku będziemy mieli około 10 mln ludzi w wieku 65+. Z każdym rokiem liczba tych osób będzie rosła, a liczba mieszkańców Polski będzie spadać, w związku z czym ten udział procentowy będzie coraz większy. Jest to na pewno biznes rozwojowy na najbliższe lata - dodał.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
"Niemcom się to nie podobało". Mówi, jaki miał problem z biznesem za granicą
WIDEO

"Niemcom się to nie podobało". Mówi, jaki miał problem z biznesem za granicą

- Pamiętam, że weszliśmy na rynek niemiecki, a jest to rynek dosyć specyficzny. Jest chroniony, bardzo nieelastyczny. Dostarczaliśmy pracowników do obsługi pokoi hotelowych w sieciach hotelowych w Niemczech. Jest olbrzymie zapotrzebowanie na tego typu usługi. Firma się dosyć szybko rozwijała. Delegowaliśmy tych pracowników z Polski, płaci się ZUS na podstawie pewnego poziomu, który nie odzwierciedla oczywiście zarobków tych osób, relatywnie tych składek płaci się mniej niż gdybyśmy tych ludzi zarejestrowali w Niemczech. I Niemcom się oczywiście to nie podobało - mówił w "Biznes Klasie" Paweł Łossowski z firmy EVER GRUPA. - Rozpoczęły się kontrole takie dosyć nieprzyjemne. Przesłuchiwali naszych pracowników, niemalże codziennie zdarzały się jakieś kontrole organizowane przez urząd celny czy skarbowy. I ci ludzie po prostu zaczęli się bać. Miałem duże problemy, żeby ich tam wysyłać, w związku z czym postanowiliśmy przejść na prawo niemieckie. Utworzyliśmy spółkę niemiecką i zaczęliśmy płacić składki według zasad niemieckich. Wtedy oczywiście koszty nam wzrosły i staliśmy się mniej konkurencyjni i ten biznes przestał się opłacać. Oczywiście płaciliśmy tym ludziom według stawek niemieckich, ale ta różnica w kosztach ozusowania była na tyle duża, że ten biznes się opłacał do momentu, kiedy zostaliśmy niejako przymuszeni do przejścia na prawo niemieckie i wtedy rzeczywiście to już nie miało sensu - opowiadał. - Może za szybko zrezygnowałem, może trzeba było jeszcze walczyć, ale to chyba traktuję jako taką największą porażkę w ciągu tych 30 lat pracy. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, jak obrona rynku wewnętrznego - przyznał.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
"Na tym się zarabiało poważne pieniądze". Biznesmen mówi o swoich pierwszych krokach
WIDEO

"Na tym się zarabiało poważne pieniądze". Biznesmen mówi o swoich pierwszych krokach

- Miałem smykałkę biznesową już w czasie studiów. To było jeszcze za czasów minionego ustroju. Handlowałem obrazkami. Był wśród studentów taki trend wyjazdów do Skandynawii, głównie do Norwegii i Finlandii, i sprzedawało się takie hologramiczne obrazki, które oczywiście pod względem artystycznym nie przedstawiały żadnej wartości, ale nie wiem z jakich powodów cieszyły się dość dużą popularnością wśród mieszkańców Skandynawii - mówił w "Biznes Klasie" Paweł Łossowski z firmy EVER GRUPA. - Nie wiem, dlaczego ci ludzie to kupowali, a rzeczywiście kupowali, i to na tym się zarabiało poważne pieniądze jak na tamte czasy. Wiem, że z takiego touru, który trwał miesiąc-dwa miesiące wakacji potrafili ludzie przywieźć po kilka tysięcy dolarów. Jak na tamte czasy to była fortuna. Oni sobie kupowali po przyjeździe do Warszawy mieszkania. Ja może zarobiłem trochę mniej, ale też nie narzekałem, pamiętam, że kupiłem sobie całkiem fajny zachodni samochód. Dla studenta to było naprawdę duże osiągnięcie. W porównaniu z tym, co zarabiali moi rodzice, pracownicy naukowi, to była fortuna. I wiele osób się na tym, jeżdżąc tam dosyć często, dorobiło - opowiadał. - To były moje takie pierwsze kroki w biznesie. Później nawet trochę handlowaliśmy z kolegami samochodami, bo zauważyliśmy, że ceny używanych samochodów w Finlandii były bardzo niskie. I sprowadzaliśmy je do Polski. Kupowaliśmy stare Skody dosłownie za 100-150 dolarów, a tutaj się sprzedawało za tysiąc dolarów - wyliczał.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Zaliczył bankructwo i powrócił. Mówi szczerze, co go uratowało
WIDEO

Zaliczył bankructwo i powrócił. Mówi szczerze, co go uratowało

Atlantic to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek bielizny, która po spektakularnym bankructwie wróciła na rynek. Jej współtwórca Wojciech Morawski w "Biznes Klasie" mówi wprost o ryzyku, upadku, intuicji i jakości, która uratowała markę. Atlantic w szczycie popularności osiągał skalę około 140 mln zł przychodów rocznie, zanim doszło do bankructwa. Sam Morawski mówi o tym okresie jako o momencie, który "zgolił go do zera". Po upadku marka wróciła na rynek, opierając się na rozpoznawalności i jakości produktu. Dziś, jak podaje w rozmowie, skonsolidowane przychody grupy wynoszą ponad 30 mln zł, a firma notuje spokojny, stabilny wzrost. - W biznesie zarabia się dlatego, że jest ryzyko. Bez ryzyka nie ma dużych pieniędzy - mówi Wojciech Morawski. Podkreśla, że bankructwo nie jest wyjątkiem, lecz naturalnym elementem rynkowej biografii, choć w Polsce wciąż bywa stygmatyzowane. Jak zaznacza, zna wiele osób prowadzących firmy było "kilka razy na granicy" i to, jego zdaniem, jest normalne. Biznes wymaga odporności psychicznej, a ta zaczyna się od zrozumienia samego siebie.- Psychika jest królem - mówi Morawski dodaje, że bez uporządkowania siebie, bez szczerości wobec własnych ograniczeń i predyspozycji, nie da się przejść przez kryzys. Jak przyznaje, jemu samemu zajęło to wiele lat. Zobacz całą rozmowę.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Nie gryzie się w język. "Na budowie najważniejsza jest modlitwa"
WIDEO

Nie gryzie się w język. "Na budowie najważniejsza jest modlitwa"

- Na wielu projektach i wielu budowach podstawowym narzędziem kontroli jest modlitwa - mówi Adam Wiśniewski, współzałożyciel AI Clearing. - To jest trochę śmieszne, trochę straszne, ale tak to jest - dodaje. Dlatego stworzył firmę, która ma to zmienić i już dziś podbija USA. AI Clearing oferuje automatyzację procesów nadzoru nad dużymi projektami budowlanymi dzięki sztucznej inteligencji. Zanim Adam Wiśniewski założył swoją firmę, przez długi czas pracował na budowach, przy największych projektach w Polsce. - Spędziłem jakieś 10 lat na dużych placach budowy. (...) Miałem w zespole 50 inżynierów, którzy ze mną pracowali. Nadzorowaliśmy na przykład budowę Stadionu Narodowego, Gazoportu w Świnoujściu i autostrad, m.in. A4 i A1 - opowiada.To właśnie tam podpatrzył, że problem niedoróbek jest nagminny i generuje na końcu projektu najwięcej strat. - To trochę działa tak, że wszyscy liczą na to, że a nuż się uda. Zamkniemy oczy i przejedziemy przez tę bramkę i będzie dobrze. Czasem to działa. Natomiast przeważnie nie działa. Globalne statystyki potwierdzają, że wszystkie duże projekty nie mieszczą się nigdy w czasie ani w budżecie.(...) Wszystko idzie dobrze, aż potem następuje kumulacja tych wszystkich błędów i niedoróbek, które wydarzyły się w międzyczasie, i na koniec te ostatnie 10 proc. budowy może trwać 10 lat, tak jak w przypadku lotniska w Berlinie - mówi. Zobacz całą rozmowę na kanale "Biznes Klasa" na YouTube.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek