Rosnące ceny pelletu spędzają sen z powiek wielu Polaków. Nawet 450 tys. gospodarstw domowych korzysta zimą z tego rodzaju opału. To oznacza, że potrzeba 2 mln ton opału. A ten jest coraz droższy.
"W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku ceny pelletu wzrosły o 500–600 zł za tonę. Według kalkulatora kosztów ogrzewania Polskiego Alarmu Smogowego pellet znalazł się w gronie najdroższych paliw - obok oleju opałowego i gazu ziemnego" - donoszą Finanse WP.
DLA CIEBIENajwiększe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6
Zdaniem producentów na wysokie koszty pelletu wpływa m.in. brak trocin, czyli ważnego półproduktu wytwarzanego przez tartaki. Wcześniej minister klimatu Paulina Hennig-Kloska wskazywała też na trudności z importem po zamknięciu dostaw z Białorusi.
Pellet poszukiwany
Te problemy dostrzegają Litwini. "O tym, że pelletu brakuje nie tylko na Litwie, ale i w krajach sąsiednich, świadczą polscy kupcy, którzy szturmują naszych producentów i centra handlowe w poszukiwaniu tańszego paliwa" - informuje suvalkietis.lt.
Lokalne media zaznaczają, że tona pelletu kosztuje na Litwie 450 euro (ok. 1940 zł). To oznacza, że jest taniej niż w Polsce. Producenci ostrzegają jednak przed drastycznymi podwyżkami.
Rimas Sujeta, prezes spółki "Rimedis", jednego z największych producentów pelletu niedaleko granicy z Polską, ocenia w rozmowie z "Suvalkietis", że cena we wrześniu-październiku może sięgnąć nawet 650 euro za tonę (ok. 2800 zł). Obecnie popyt na pellet przewyższa podaż. "Rimedis" produkuje dziennie 20 ton pelletu, a zapotrzebowanie jest znacznie wyższe. Odbiorcy mogą spodziewać się nawet, że zamówiony dziś towar odbiorą wiosną przyszłego roku.
- Kiedy zimy były ciepłe, wszyscy byli zrelaksowani, a w tym roku zima dała nam nauczkę, a raczej przypomniała starą prawdę: przygotujcie sanki latem. W poprzednich latach ludzie spieszyli się z zaopatrzeniem w paliwo, gdy zaczynały się pierwsze przymrozki - dodaje.
Litwini zwracają uwagę, że wzrosła liczba pieców na pellet w Polsce, a w naszym kraju nie ma wystarczającej ilości surowca, więc konsumenci szukają opału za granicą.
"Nie tylko pellet, ale i inne paliwa drożeją. Sytuacja ta jest prawdopodobnie spowodowana niedoborem surowców, wzrostem liczby odbiorców z Polski oraz wydarzeniami w Cieśninie Ormuz" - czytamy w litewskich mediach. Jeden z przedsiębiorców z Suwalszczyzny powiedział nam, że sprzedaje litewski pellet.
Przepychanka o pellet
Spór o pellet trwa także w Polsce. Poseł Konfederacji Krzysztof Mulawa oskarżył w Sejmie pod koniec lipca rząd, że ten nie dba o interesy branży drzewnej w naszym kraju.
- W ubiegłym roku i poprzednim sezonie grzewczym wasze ideologiczne zapędy i niekompetencja doprowadziły do tego, że w związku z niską podażą surowca drzewnego ceny pelletu wystrzeliły, dochodząc nawet do 3 tys. zł za tonę - zaczął swoją wypowiedź poseł Mulawa.
Wskazał na moratorium "Shadow list" dotyczące wyłączenia starolasów z wycinki, co ma zmniejszyć podaż drewna o ok. 3,8 mln metrów sześc. A to doprowadzi do kolejnego wzrostu cen pelletu i drenowania portfeli obywateli. Zdaniem Mulawy nie ma to nic wspólnego z gospodarczym patriotyzmem.
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała odpowiedział z sejmowej mównicy, że jest to "oczywista nieprawda".
- Cała ta historia, że spadło pozyskanie (drewna - red.) z Lasów Państwowych, jest oczywistym fejkiem, kłamstwem. Mamy pozyskanie za zeszły rok praktycznie na tym samym poziomie, co w 2023 r. Ochrona lasów nie ma wpływu na to, że nagle brakuje nam surowca drzewnego na rynku w Polsce. To, co państwo mówicie, to jest nieprawdopodobne uproszczenie i najczęściej po prostu fejki, które podajecie, bo to się prawdopodobnie w tym elektoracie, który pan reprezentuje, klika - ocenił Dorożała.
- Niech pan zobaczy, o ile wzrosła produkcja pelletu - 24 proc. Mówicie, że moratoria, nie ma surowca - o 24 proc. wzrosła produkcja pelletu. Dane GUS, publicznie dostępne - tarcica 6,4 proc. wzrostu, płyty pilśniowe - 7,5 proc. wzrostu, papier i tektura - 4,5 proc. wzrostu. Czyli jest pewne ożywienie. Ono wynika z geopolityki. To ma naprawdę wpływ na polską gospodarkę - podsumował Dorożała.