Jak opisuje Business Insider Polska, po wspólnej konferencji Adama Glapińskiego i prezydenta Karola Nawrockiego ws. SAFE 0 proc. szanse na polityczne porozumienie z rządem wyraźnie spadły.
Nie ma porozumienia pomiędzy rządem a NBP
W tle toczyła się gra o uzupełnienie składu zarządu NBP. W marcu wygasły kadencje Marty Kightley i Piotra Pogonowskiego, a w listopadzie ma się skończyć kadencja wiceprezesa Adama Lipińskiego.
WIDEOTrzy prace, trzy klęski. Trudne początki Patrycjusza Wyżgi II Pierwsza Praca #1
Prezes Rady Ministrów zwrócił jednak bez kontrasygnaty postanowienia Prezydenta RP dotyczące powołania członków zarządu Narodowego Banku Polskiego – Marty Kightley oraz Ludwika Koteckiego.
"Nasze źródła z NBP mają nadzieję, że powrót do negocjacji w sprawie obsady zarządu NBP jest wciąż możliwy. Z rządu słyszymy, że trudno będzie o porozumienie, bo ciężko o jakiekolwiek zaufanie po zawetowaniu unijnego SAFE czy konsekwentnym blokowaniu przez prezydenta ustawy o kryptoaktywach" - pisze Business Insider Polska.
I dodaje, że według ich informacji rząd nie zrezygnował także z pomysłu postawienia Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu.
Nie ma kluczowego podpisu premiera Tuska
Zgodnie z ustawą, w skład zarządu Narodowego Banku Polskiego wchodzi prezes banku centralnego oraz od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Kadencja członków zarządu trwa 6 lat, a ta sama osoba nie może pełnić tej funkcji dłużej niż dwie kolejne kadencje. Są oni powoływani i odwoływani przez prezydenta na wniosek prezesa NBP.
Jednakże, zgodnie z konstytucją, wszystkie akty urzędowe prezydenta wymagają kontrasygnaty premiera. Dotyczy to także aktów powołujących członków zarządu NBP.
Wariant bez powołań może doprowadzić do sytuacji, w której zarząd nie będzie miał wymaganej liczby członków, a ustawa nie przewiduje takiego scenariusza.
Źródło: Business Insider Polska