Z branżą fitness Dojka związany jest od nastolatka. W wieku 17 lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Zaczął tam trenować u kolegi w piwnicy, a potem zaaplikował o pracę w siłowni, zaczynał jako osoba, która sprzątała salę treningową. Później zrobił kurs i był trenerem, następnie pracował w sprzedaży, a w końcu został menedżerem. Jak wspomina w "Biznes Klasie", obserwował najlepszych trenerów i sprzedawców, żeby uczyć się kompetencji potrzebnych do prowadzenia własnego biznesu.
Po ośmiu latach w Stanach przeniósł się do Wielkiej Brytanii, gdzie kolejne osiem lat pracował dla dużych operatorów siłowni, ucząc się, jak to nazywa, "prawdziwego managementu". W 2012 r., gdy jego narzeczona (dziś żona) zaszła w ciążę, para zdecydowała się wrócić do Polski.
Od własnego klubu do sieci franczyz
Pierwszy klub Dojka otworzył w piwnicy w Tarnowie, było to 300 metrów kwadratowych, z używanym sprzętem odkupionym od sieci, w której wcześniej pracował.
Faktycznie ten biznes w piwnicy mały klubik, 300 metrów, performował finansowo dobrze. Tam z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień klubowiczów było coraz więcej. Bazowaliśmy na dobrej atmosferze - mówi.
Na start miał kilkadziesiąt tysięcy funtów oszczędności, w tym pieniądze ze sprzedaży mieszkania w Anglii.
Po kilku miesiącach zapadła decyzja o otwarciu kolejnej lokalizacji, a w ciągu trzech lat powstały trzy kluby. To był moment, w którym Dojka zaczął szukać modelu na szybsze skalowanie biznesu i wtedy sięgnął po franczyzę. Do projektu dołączył wspólnik, również Łukasz, który zdobywał doświadczenie w finansach i biznesach rozproszonych za granicą. Razem zmienili koncept z siłowni na kluby fitness i zbudowali model franczyzowy, testując go najpierw na własnych lokalizacjach.
Na czym zarabia siłownia?
- Model biznesowy sieci oparty jest na subskrypcjach i członkostwach - opisuje Dojka. Obecnie ponad 80 proc. przychodów klubów pochodzi z członkostw, a średni koszt karnetu wynosi między 150 a 200 zł miesięcznie, z jednomiesięcznym okresem wypowiedzenia. Sieć współpracuje też ze wszystkimi operatorami kart sportowych w Polsce, z których zostaje im "kilkanaście złotych" z jednego wejścia.
Na pytanie, czy najlepszym klientem klubu fitness jest ten, który nie przychodzi, Dojka odpowiada, że to obiegowa opinia, z którą się nie zgadza. - Nikt nie płaci w nieskończoność po prostu za członkostwo, jeżeli z niego w ogóle nie korzysta, to jest zgubne - mówi. Dodaje, że klubowicz, który regularnie trenuje i widzi efekty, staje się ambasadorem marki i poleca ją znajomym.
Jak działa franczyza?
Otwarcie klubu w ramach franczyzy wymaga od partnera 450–500 tysięcy złotych własnych środków, a kwota obejmuje opłatę franczyzową i koszty, których nie można sfinansować leasingiem. Lokal trafia do partnera wykończony pod klucz, firma organizuje też finansowanie sprzętu z partnerami bankowymi.
Dojrzały klub, jak wylicza Dojka, po opłaceniu wszystkich kosztów operacyjnych, czynszu, opłat franczyzowych i wynagrodzeń, przynosi partnerowi "nieco ponad 400 tysięcy EBITDY rocznie". Zaznacza jednak, że to nie jest biznes bez wysiłku. - To nie jest pasywny biznes. Jak ktoś sprzedaje franczyzę fitness, że to jest pasywny biznes, ja mogę zarządzać tym klubem z telefonu, no to szybko się rozczaruje - podkreśla, dodając, że w pierwszych 6-12 miesiącach zaangażowanie partnera powinno wynosić 40-50 godzin tygodniowo.
Nisza znaleziona w małych miejscowościach
Od początku sieć celowała w mniejsze miejscowości, unikając rywalizacji w dużych miastach.
Większość Polaków mieszka w tych mniejszych miejscowościach. 75 proc. populacji w Polsce to miejscowości poniżej 100 tysięcy mieszkańców - zauważa Dojka.
Jak dodaje, penetracja rynku fitness w Polsce wynosi wciąż poniżej 10 proc., podczas gdy w Europie Zachodniej to kilkanaście procent, w Wielkiej Brytanii ponad 20 proc., a w Skandynawii nawet 40 proc.
W Polsce funkcjonuje obecnie ponad 3000 klubów fitness i obiektów sportowych, w większości lokalnych i nieskonsolidowanych. Obecnie sieć otwiera kluby też w dużych miastach, w minionym roku powstały cztery kluby w Warszawie oraz obiekty w Krakowie i Poznaniu.
Nie tylko siłownie, ale też sale zabaw
Firma stawia też na sale zabaw dla dzieci Extreme Kids, gdzie, jak podaje Dojka, organizowanych jest średnio ponad 100 urodzin miesięcznie, a koszt takiej imprezy wynosi od 400 do 1000 zł.
Pierwszy cel strategiczny sieci, 227 rentownych klubów do końca 2027 r., zostanie zrealizowany rok wcześniej. Nowa strategia, obowiązująca od dwóch lat, zakłada dojście do 750 lokalizacji i pozycji lidera franczyzy w przestrzeni well-being w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Do dwóch dotychczasowych konceptów – klubów fitness i sal Extreme Kids, dołączył trzeci: Strong Pilates, na który spółka wykupiła master franczyzę dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Kilka lat temu funkcję prezesa objął James, ekspert z Wielkiej Brytanii z doświadczeniem w konsultingu franczyzowym na wielu rynkach, w tym w USA i Wielkiej Brytanii.
Ekspansja zagraniczna zaczyna się od Czech. 15 października ma zostać otwarty pierwszy klub w Opawie, dla którego już ruszyła przedsprzedaż i zrekrutowano pierwszy zespół. Jak mówi Dojka: "To jest dla mnie znowu jakby z jednej strony powód do dumy, bo wiem, gdzie zaczynałem".