Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
oprac. MZUG
|

"Węgla jest za mało". Były wiceminister bije na alarm

14
Podziel się:

Na 33 mln węgla produkowanego w Polsce do celów energetycznych powinno być ok. 8 mln ton węgla do celów grzewczych dla ludzi; jest ok. 2-3 mln ton - ocenił w piątek były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski z SLD. Zaapelował też o decyzje ws. inwestycji w źródła energii.

"Węgla jest za mało". Były wiceminister bije na alarm
"Węgla jest za mało". Były wiceminister bije na alarm (Adobe Stock, Kirill Gorlov)

W piątkowej rozmowie na antenie Radia Katowice Markowski został m.in. zapytany, czy mieszkańcy Śląska mają prawo obawiać się o źródła ciepła zimą. Odpowiedział, że sprawa nie dotyczy Śląska, ale całej Polski.

- W tej chwili (krajowa – PAP) wielkość wydobycia węgla kamiennego dla celów energetycznych to już jest tylko 33 mln ton. To teoretycznie powinno mieć zbyt w energetyce, ale w tych 33 mln ton węgla powinno być ok. 8 mln ton węgla grubego - użytecznego do celów grzewczych dla ludzi – wyjaśniał.

- Tego węgla tam tyle nie ma. Będzie go nie więcej, jak 2-3 mln ton. Czyli znowu kolejki przed kopalniami, jakieś dziwaczne ratowanie się węglem z importu, który pewnie też nie będzie miał tego węgla grubego; po drugie on będzie miał zupełnie nieskontrolowaną jakość, co spowoduje, że znowu będzie zalegał tak, jak do dzisiaj zalega w portach ten węgiel sprowadzony dwa lata temu, z którym nie wiadomo co zrobić – zobrazował.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Zdradza na czym polega gra Chin w Europie. "Będą nam sprzedawać drogo"

Ocenił jednocześnie, że resort klimatu wprowadza "coraz to nowe bariery" dla polskiego węgla. - Ta bariera m.in. popiołu i zasiarczenia dla węgla do celów grzewczych generalnie dyskwalifikuje każdy węgiel znajdujący się w polskich zasobach geologicznych. W Polsce takiego węgla po prostu nie ma - stwierdził b. wiceminister gospodarki.

Na pytanie, czy w Polsce w tej chwili wiadomo, czym palić odpowiedział, że nie. Jednocześnie ocenił, że kierownictwo resortu klimatu przyjęło zasadę w realizowanej doktrynie polityki energetycznej: "trzeba najpierw zlikwidować to, co się ma". Wyraził ubolewanie, że "konstruując rząd, nie skonstruowano organu centralnego państwa, który będzie odpowiadał za politykę energetyczną kraju".

Jak mówił Markowski, wydaje się, że powinien za to odpowiadać minister przemysłu, mający siedzibę w Katowicach. - Wszyscy mówią, że (...) tam na Śląsku sobie z tym poradzicie. No, nie poradzimy sobie, bo nie mamy żadnych kompetencji formalnych. Politykę energetyczną państwa generalnie kreuje minister klimatu, a stosunek ma do tego taki, jaki ma, czyli najpierw zlikwidować, a potem ewentualnie coś powstanie – powtórzył.

Co będzie w międzyczasie? Pytając w imieniu całej Polski, która korzysta z węgla - nic nie zostaje. Bo nie mamy jeszcze energetyki jądrowej, energetyka odnawialna to jest 25 proc. mocy zainstalowanej, do tego za dwa lata wypadnie nam połowa energetyki węgla brunatnego. I ci ludzie zdają się być zupełnie obojętni wobec liczb – ocenił.

Podkreślił, że dokumenty obrazujące te zagrożenia publikują oficjalne agencje rządowe, jak Polskie Sieci Elektroenergetyczne. - Te dokumenty już dzisiaj prognozują deficyt mocy, deficyt energii elektrycznej. No jak można w państwie cywilizowanym zakładać, że godzimy się, że nie będzie czegoś, od czego zależy nasz poziom cywilizacyjny? – zapytał.

Były wiceminister gospodarki mówi o minister przemysłu

Pytany o postawę w tej sprawie minister przemysłu Marzeny Czarneckiej, Markowski ocenił, że przyjęła ona "bardzo elegancką formę funkcjonowania: przyjmuje wszystkich, rozmawia ze wszystkimi, ma świadomość tego, że nie ma kompetencji stanowiących i zakłada, że to ją będzie w jakiś sposób tłumaczyło".

Niestety nie, ponieważ ludzie, którzy do niej przychodzą z realnymi problemami, oczekują od konstytucyjnego członka rządu podjęcia decyzji. Oni przychodzą po pomoc, więc trzeba coś z tym zrobić. Bardzo dobrze życzę pani minister, jeżeli chodzi o misję, której się podjęła, ale jeżeli pan premier nie chce się tłumaczyć z tego, że powołał kiedyś instytucję ministra przemysłu na Śląsku, nie dając mu do dyspozycji żadnych narzędzi prawnych, to powinien to jak najszybciej zrobić – stwierdził Markowski.

B. wiceminister gospodarki był również pytany o zapowiadane wcześniej na piątek spotkanie stron sygnatariuszy "Umowy społecznej dotyczącej transformacji sektora górnictwa węgla kamiennego oraz wybranych procesów transformacji woj. śląskiego", podpisanej 28 maja 2021 r. Piątkowe spotkanie w Katowicach zostało odwołane.

Markowski zaznaczył, że najważniejsze w umowie społecznej jest, aby notyfikowała ją Unia Europejska - wówczas "zostanie zalegalizowane angażowanie środków publicznych, czyli budżetu państwa, w likwidację górnictwa".

"Znam spryt moich kolegów z górnictwa"

Przypomniał, że konstrukcja tego rozwiązania zakłada dotacje do zmniejszania zdolności produkcyjnych. - Ale to się dzieje samo - bez pieniędzy publicznych. To zresztą jest chyba takie przygotowanie, aby w perspektywie zlikwidować spółkę restrukturyzacyjną kopalń po to, żeby kopalnie się likwidowały same i na to będą dostawały pieniądze – wskazał.

Na to są te pieniądze z budżetu państwa. Tylko na tyle znam spryt moich kolegów z górnictwa, że te pieniądze bardzo długo nie trafią na fizyczną likwidację, a bardzo długo będą wspierały bieżące wydobycie węgla – ocenił b. wiceminister gospodarki.

Zadeklarował, że jest zwolennikiem, aby utrzymać Spółkę Restrukturyzacji Kopalń, żeby to ona likwidowała kopalnie. Jest to jego zdaniem rozwiązanie "czystsze" z formalnego punktu widzenia.

Dopytywany w Radiu Katowice o własną prognozę perspektywy zamknięcia ostatniej polskiej kopalni, wobec tego, że umowa społeczna zakłada to w 2049 r. Markowski uznał, że stanie się to w ciągu 15 lat.

- Kopalnie nie będą niestety czekały na sczerpanie zasobów - bo taka była matematyka tworzenia okresu funkcjonowania kopalń w tej umowie społecznej – zaznaczył. - To się stanie wcześniej, ponieważ zostaniemy uduszeni unijnymi warunkami stosowania węgla w polskiej elektroenergetyce i ciepłownictwie – zdiagnozował Jerzy Markowski.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(14)
WYRÓŻNIONE
Ślązak
3 tyg. temu
O czym ten gość bredzi kopalnie są zasypane węglem jak nigdy zwały się palą (pracuję na jednej z nich) I nic nie wskazuje na to żeby zbliżająca zima coś zmieniła. Ludzie masowo docieplają budynki zmieniają ogrzewanie na nie węglowe w mieście gdzie od prawie 200 lat są kopalnie trudno spotkać węgiel przywieziony pod dom a od trzech lat nie dostaniesz pozwolenia na budowę domu jak żródłem ogrzewania jest kocioł na paliwo stałe.
X454
3 tyg. temu
Jak ktoś w październiku lub listopadzie się budzi że węgla na zimę nie ma to cóż latał konik polny całe lato a mrówki zapasy zbierały. Litować się nad takimi egzemplarzami to nie wychowawcze.
whsh
3 tyg. temu
Przed chwilą węgla było za dużo, teraz jest za mało… ktoś tu z nami w wała leci.
NAJNOWSZE KOMENTARZE (14)
Obiektywny
3 tyg. temu
Był minister oj raczej bardzo były.
dociekliwy
3 tyg. temu
CIEKAWE CO BEDZIE JAK PRZYJDZIE ZIMA Z 20 STOPNIAMI NA MINUSIE??? he he co wtenczas zrobią ekolodzy zakazujący palenia węglem ! ! ! !
obserwator
3 tyg. temu
MOJA RADA>>NAUCZCIE SIĘ STAWIAĆ IGLA >>EKO TERRORYŚCI NAS DO TEGO ZMUSZĄ>>JUŻ SĄ GROŻBY WYSOKICH MANDATÓW A NAWET WIĘZIENIA ! !>>ZA PALENIEM WĘGLEM ! ! ! !
luno
3 tyg. temu
jakredaktorek wypocił taki hit to znaczy : WĘGIEL LEZY NA HAŁDACH I JEST GO ZA DUŻO,trzeba ludziom zrobić troche paniki.
ten kraj to d...
3 tyg. temu
zaczyna się straszenie jak co roku trzeba podnieść ceny na 10 tyś za tonę