Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na

Kubańczycy w USA: amerykańska "historia sukcesu"

2
Podziel się:

W Stanach Zjednoczonych mieszka około 1,5
miliona kubańskich Amerykanów - obywateli USA kubańskiego
pochodzenia. Większość to uchodźcy, urodzeni na Kubie. Na tle
innych mniejszości latynoskich, plasujących się raczej nisko w
hierarchii zamożności i wykształcenia, stanowią oni przykład
wyjątkowego sukcesu.

W Stanach Zjednoczonych mieszka około 1,5 miliona kubańskich Amerykanów - obywateli USA kubańskiego pochodzenia. Większość to uchodźcy, urodzeni na Kubie. Na tle innych mniejszości latynoskich, plasujących się raczej nisko w hierarchii zamożności i wykształcenia, stanowią oni przykład wyjątkowego sukcesu.

Średni dochód rodziny kubańskiej - 36.671 dolarów rocznie - jest wyższy niż innych grup hiszpańskojęzycznych, a dochód osób urodzonych już w USA sięga nawet 50.000 dolarów - więcej niż średni dochód nielatynoskich białych Amerykanów. Ponad połowa kubańskich Amerykanów (Cuban Americans) urodzonych już w USA ma też ukończoną szkołę półwyższą (college). Jest to lepszy wskaźnik niż w wypadku ogółu Amerykanów, nie mówiąc o amerykańskich Latynosach.

Większość amerykańskich Kubańczyków mieszka w Miami na Florydzie. Poza tym miastem drugim większym ich skupiskiem jest stan New Jersey. Miami rozkwitło do rangi wielkiej metropolii dopiero po przybyciu wielkiej fali kubańskiego uchodźstwa.

Socjolog z Uniwersytetu Michigan w Ann Arbor, prof. Sivia Pedraza, wyróżnia cztery fale kubańskiej emigracji, znacznie różniące się od siebie profilem uchodźców. Sprawia to, że kubańscy Amerykanie są bardziej zróżnicowani, niż się na ogół sądzi.

Pierwsi emigranci, przybyli bezpośrednio po rewolucji 1959 r., należeli głównie do wyższej i średniej klasy przedrewolucyjnego kubańskiego społeczeństwa, jego elit politycznych i finansowych, wolnych zawodów, burżuazji, właścicieli ziemskich i menadżerów korporacji amerykańskich. Uciekali przed społeczną degradacją po nacjonalizacjach i wywłaszczeniach przeprowadzanych przez reżim Castro. Zamożność i wykształcenie tej grupy tłumaczy sukces całej imigracji kubańskiej w USA - mieli łatwiejszy start, ale tylko do pewnego stopnia, ponieważ następne fale uchodźców były już inne.

Druga, w latach 1965-1975, obejmowała ludzi z wszystkich warstw społecznych, którzy mieli za sobą dotkliwe doświadczenia coraz bardziej totalitarnego systemu na Kubie. Przywieźli do USA osobistą, bezpośrednią wiedzę o reżimie, cenną dla politycznego przywództwa diaspory.

Rok 1980 był rokiem słynnego "mariel boatlift", kiedy Castro nagle zezwolił na opuszczenie kraju ponad 100 tys. Kubańczyków, zwalniając przy tym tysiące z więzień i zakładów psychiatrycznych. Przybywając masowo na łodziach i małych statkach na Florydę, stworzyli oni kryzys imigracyjny, którego powtórzenia władze USA boją się do dziś. Wśród "marielitos" dominowali robotnicy, ludzie biedni, bez większego wykształcenia; znaczną grupę stanowili po raz pierwszy Murzyni i Mulaci.

Ostatnia większa fala to "balseros" - Kubańczycy uciekający na tratwach i innych chałupniczo skonstruowanych łodziach (balsas) w pierwszej połowie lat 90.

Kubańczycy w USA są doskonale zorganizowani, pomagają sobie nawzajem i tworzą jedno z najsilniejszych lobby etnicznych. Główną polityczną grupą nacisku jest Cuban American National Foundation (CANF), założona na początku lat 80. przez nie żyjącego już biznesmena Jorge Mas Canosę i kierowana przez jego syna Jorge Mas Santosa, prezesa wielkiego koncernu telekomunikacyjnego Mastec.

CANF, lecz także dziesiątki innych, mniejszych organizacji od lat skutecznie blokują wszelkie próby zniesienia amerykańskiego embarga na Kubę, uważanego przez wielu ekspertów i większość mediów w USA za niepotrzebne, a nawet szkodliwe. Ich zdaniem, embargo działa głównie na użytek wewnętrznej propagandy Fidela Castro, pozwalając mu tłumaczyć bankructwo reżimu wrogą polityką Ameryki.

Totalitarne zniewolenie rodaków na wyspie i wrogość wobec Castro mobilizuje i łączy amerykańskich Kubańczyków oraz podtrzymuje wśród nich poczucie etnicznej odrębności. W ostatnich kilkunastu latach w diasporze dojrzało przekonanie, że o losie reżimu zadecyduje rozwój wydarzeń na Kubie. Zwiększono pomoc dla tamtejszej opozycji. Nadzieje na sukces rozbudziła też choroba Castro w lipcu zeszłego roku. W Miami panuje przekonanie, że system wraz z jego śmiercią musi się rozpaść.(PAP)

wiadomości
pap
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(2)
WYRÓŻNIONE
jak
3 lata temu
rasistowskie słownictwo